Sochi: Przed nami rozstrzygnięcia w curlingu

Sochi: Przed nami rozstrzygnięcia w curlingu

Po tygodniu zmagań w fazie zasadniczej, turniej curlingowy XXII Zimowych Igrzysk Olimpijskich wkracza w decydujący moment. Na lodowym placu boju pozostało już tylko osiem drużyn, między którymi dojdzie do najważniejszych rozstrzygnięć. Jedno jest pewne: składy play-offów gwarantują, iż zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn, nie będziemy świadkami powtórki z Vancouver.

Justyna Klecka

Na podstawie obecnego składu półfinałów wnioskować można, iż faworyci nie zawiedli, ale jedynie częściowo. Wśród pań bój o złoto toczyć będą reprezentacje Kanady, Szwecji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Natomiast wśród panów o układ czołowych pozycji powalczą Szwedzi, Kanadyjczycy, Chińczycy i Szkoci w barwach Wielkiej Brytanii. Wśród tych ekip nie zabraknie więc reprezentantów krajów, które bronić będą olimpijskiego złota – Szwedek i Kanadyjczyków.

Dlaczego zasadne jest stwierdzenie, że faworyci jedynie częściowo spisali się na medal? Odpowiedź z technicznego punktu widzenia jest bardzo prosta: do topowych czwórek nie awansowały Chinki, Norwegowie i Szwajcarzy, którym nie dane będzie ponownie stanąć na olimpijskim podium i to ich upatrywać należy w roli największych przegranych tych igrzysk.

fot.  Rich Harmer / CurlingZone

fot. Rich Harmer / CurlingZone

Boleśnie z turniejem pożegnały się Chinki, które mimo dobrego otwarcia, szanse na fazę medalową zaprzepaściły ostatnią porażką ze znakomicie dysponowanymi wówczas Szwajcarkami. Jednak zdecydowanie najboleśniej swoje odpadnięcie z turnieju wspominać będą Norwegowie, którzy w Soczi, oprócz kilku z 17 (jak głosi plotka) przywiezionych na ZIO par wzorzastych spodni, nie zaprezentowali niczego spektakularnego a ostatnie zagranie Davida Murdocha z tie-breaka, dające Szkotom zwycięstwo, z pewnością długo śnić się będzie po nocach ekipie Ulsruda. Ostatnią drużyną z kategorii „wielkich przegranych” jest szwajcarska ekipa Svena Michela. Mimo obiecującego startu i wygranej z Kanadyjczykami, w dalszej fazie rozgrywek Szwajcarzy nie wytrzymywali presji związanej ze statutem aktualnych mistrzów Europy i w rozgrywanych „na styku” spotkaniach nie byli w stanie postawić przysłowiowej kropki nad „i”. Ponadto w grze kreowanej przez młodego skipa z Curling Club Adelboden zabrakło finezji, szaleństwa i sportowej odwagi, co wystarczyło jedynie na zajęcie 8. miejsca. Młody zespół Szwajcarów wyjeżdża jednak z Soczi wzbogacony o nowe doświadczenia, które z pewnością zaprocentują w przyszłości.

Głównym faworytem do złota wśród panów, pomimo niczym niepowalającej gry, wciąż pozostają Kanadyjczycy. Obrońcy tytułu z Vancouver na przedostatniej prostej napotkają na swojej drodze nie lada przeszkodę w postaci rewelacyjnych Chińczyków, którzy w round robin ulegli teamowi Brada Jacobsa zaledwie jednym punktem. Jednak by myśleć o złocie, Kanadyjczycy, jako główni faworyci, muszą wspiąć się na wyżyny swojej niezachwycającej formy na co niewątpliwie ich stać.

Photo by Rich Harmer / CurlingZone

Photo by Rich Harmer / CurlingZone

W dużo lepszej dyspozycji jest natomiast Niklas Edin, który wraz z kolegami zakończył fazę grupową z 8 wygranymi, w tym również z ekipą z Kanady. Jednak w półfinale reprezentacji Trzech Koron przyjdzie rywalizować ze Szkotami, którzy w rewelacyjnym stylu odprawili z kwitkiem Ulsruda. Parafrazując naszego dwukrotnego złotego medalistę z Soczi, Kamila Stocha: w głowie zostaje tylko ten ostatni mecz więc jeśli Murdochowi i spółce uda się utrzymać tak dobrą dyspozycję i wolę walki do środowych półfinałów, kto wie, czy to właśnie nie ten team, zamiast Szwedów, powalczy o złoto.

Wśród pań natomiast na drodze obrończyń tytułu Szwedek stają Szwajcarki. Ekipa Mijam Ott, mająca raz gorsze raz lepsze momenty na tym turnieju, jest głodna sukcesu a rewanż w znakomitym stylu na Chinkach za mały finał z Vancouver w ostatniej grupowej rundzie może być dodatkowym motorem napędowym przeciwko dość przewidywalnym i niekoniecznie znajdującym się w szczytowej formie Szwedkom.

W drugiej kobiecej parze półfinałowej raczej nie zanosi się na spektakularną niespodziankę. Szkotki rzucą wyzwanie niepokonanym przez całą fazę zasadniczą Kanadyjkom, i przy całej sympatii do grającej w kratkę Eve Miurhead, jest ona raczej skazana na symboliczne pożarcie przez rozpędzoną drużynę Jennifer Jones.

Wszystkie mecze półfinałowe rozegrane zostaną w środę. Panie na lód wyjdą o 11.00 czasu polskiego, panowie rywalizację rozpoczną o 16.00. Faworyci do medali są ogólnie znani, ale mając na uwadze nie do końca doszlifowaną olimpijską formę, o niespodzianki może wcale nie być tak trudno. Jedyną pewną rzeczą jest fakt, iż kibice zgromadzeni w Ice Cube Curling Center, jak i ci przed telewizorami, na brak emocji narzekać nie będą.

O autorze