Dwa kroki w tył, jeden w przód – artykuł dziennikarza Przeglądu Sportowego

Dwa kroki w tył, jeden w przód – artykuł dziennikarza Przeglądu Sportowego

Reprezentacja Polski w curlingu – zarówno kobiet jak i mężczyzn – wygrała grupę C. Dzielni, młodzi zawodnicy zrobili krok naprzód, po tym jak związek zrobił za nich dwa kroki w tył.

Paweł Burlewicz – Przegląd Sportowy

Sukces odniesiony w Taarnby jest niewątpliwy, a drużyny kierowane przez Elżbietę Ran i Tomasza Zioło wykazały się godną podziwu dojrzałością taktyczną, odpornością psychiczną i kondycją. Tyle że nie jest to sukces Polskiego Związku Curlingu, a raczej odniesiony wbrew działaniom władz, zachowującym się w sposób żenujący.

Warto przypomnieć, że wygrana w Danii dała naszym drużynom prawo występu w grudniowych mistrzostwach Europy grupy B. Prawo, którego nigdy autorby nie straciły, gdyby nie rażące zaniedbanie ze strony władz związku. Ot, niefrasobliwie zapomniały zapłacić składkę do Europejskiej Federacji Curlingu. Chodziło o przesłanie pieniędzy na odpowiednie konto, bo środki na ten cel przekazało Ministerstwo Sportu. PZC skompromitował się na arenie międzynarodowej (Skandynawowie straszyli nawet wykluczeniem Polski z szeregów), bo zamiast zapłacić i przeprosić, ciągali ECF po sądach. Orzeczenie Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie nie pozostawiło wątpliwości, kto miał rację. Szczęście dla PZC, że doszło do umorzenia kosztów, bo związek by zbankrutował.

Widmo katastrofy finansowej i tak wisi jednak nad PZC. Wszystko za sprawą kontroli ze strony Ministerstwa Sportu. Choć zbadano tylko skromny wycinek działań zarządu kierowanego przez znanego dziennikarza TVP Marka Jóźwika i sekretarza Andrzej Janowskiego, wnioski były druzgocące. Cofnięto dotację, a minister sportu Adam Giersz skierował do sądu wniosek o zawieszenie władz związku i wprowadzenie komisarza. To działanie absolutnie konieczne, bo obaj panowie utrzymali się przy władzy przy pomocy manipulacji wyborczej, co potwierdził już sąd, stwierdzając m.in. niesłuszne skreślenie z listy członków związku Śląskiego Klubu Curlingowego z Katowic.

Tymczasem przedstawiciele katowickiego klubu znaleźli się w reprezentacji na ME w Danii. Co pokazuje rozmiar paranoi – najskuteczniejsze szkolenie odbywa się poza związkiem. Z kilku powodów. PZC nie jest w stanie stworzyć ligi, choć mowa o niej była już w 2005 roku. Mistrzostwa Polski mają mniej etapów niż przed kilkoma laty, a termin ich rozegrania znany jest w ostatniej chwili. Drużyny w nich uczestniczące grają mniej spotkań. W proteście przeciw działaniom zarządu kilka czołowych drużyn zrezygnowało w ogóle z MP. To główne źródło głębokiego kryzysu trawiącego polski curling.

W dodatku w samym związku brak przygotowanych trenerów. Przygotowanych do szkolenia curlerów, nie lekkoatletów. Pomysł wysłania zawodników na obóz kondycyjny tuż przed imprezą główną zakrawa na sabotaż. Bieganie po górach zmienia siłę mięśnia czworogłowego uda. Tymczasem wyczucie w nim, precyzja, to podstawa sukcesu przy wypuszczeniu kamienia. Curling wymaga mozolnych powtórzeń na lodzie. I nie da się tego zmienić, nawet jeśli prezes PZC nie umie tego lodu załatwić. Na szczęście on sam też już porusza się po cienkim lodzie…

Artykuł pochodzi z blogu dziennikarza Przeglądu Sportowego – Pawła Burlewicza 

waga-ciezka.przegladsportowy.pl

O autorze

Michał Chudziński - Rzecznik Prasowy - Krakowski Klub Curlingowy - michal.chudzinski@kkc-curling.pl